RELACJA - Szlakiem francuskich katedr cz.2 - katedra w Rouen oraz opactwa Normandii.
Laudetur Iesus Christus !
18 września 2025 (tak, prawie rok temu! wybaczcie opóźnienie w publikacji relacji!) lądujemy na francuskiej ziemi z zamiarem kontynuowania szlaku francuskich katedr. Naszym pierwszym przystankiem jest pobliskie Beauvais, w którym trafiamy na… protestację lokalnej ludności wobec coraz bardziej skorumpowanej władzy oraz upadającego państwa! W skali całego kraju protesty w Beauvais i okolicach przyczyniły się do potężnych zakłóceń: zamknięto 90% aptek, na kolei i w szkołach zastrajkował znaczny odsetek pracowników, a w wielu miastach doszło do zamieszek (choć samo Beauvais uniknęło tak brutalnych starć z policją, jakie miały miejsce tego samego dnia w Paryżu, Lyonie czy Nantes). Przechodzimy do historii miasta…
Dzień 1 - Beauvauis
Miasto to, położone na północ od Paryża w regionie Hauts-de-France, ma bogatą historię sięgającą czasów rzymskich, kiedy to nosiło nazwę Caesaromagus po podboju przez Juliusza Cezara w 52 roku p.n.e. W średniowieczu Beauvais przeżywało rozkwit dzięki handlowi i rzemiosłu, goszcząc cztery sobory, w tym ten z 845 roku, na którym proszono króla o ochronę przed najazdami wikingów. Miasto stało się symbolem oporu podczas wojny stuletniej, gdy w 1472 roku Jeanne Hachette, odważna mieszczanka, odebrała sztandar Burgundczykom podczas oblężenia, co do dziś świętuje się corocznym festiwalem w czerwcu. W epoce nowożytnej Beauvais rozwijało się jako centrum tekstylne, słynące z gobelinów, ale ucierpiało podczas rewolucji francuskiej, gdy bezbożnicy zbezczeszczyli świątynie, oraz w czasie drugiej wojny światowej, gdy alianckie bombardowania w 1940 roku zrujnowały większość centrum, pozostawiając jednak katedrę w stosunkowo dobrym stanie. Odbudowane po wojnie na oryginalnym planie, dziś Beauvais jest administracyjnym i uniwersyteckim ośrodkiem z populacją około 55 tysięcy mieszkańców.
Historia katedry św. Piotra w Beauvais jest nierozerwalnie związana z ambicjami miasta i jego biskupów, którzy pragnęli stworzyć budowlę przewyższającą wszystkie inne we Francji. Pierwsza świątynia na tym miejscu, karoliński kościół z X wieku zwany Basse Œuvre, spłonęła w 1225 roku, co stało się impulsem do wzniesienia nowej, gotyckiej katedry. Mimo początkowych sukcesów, projekt szybko napotkał trudności – w 1284 roku zawaliło się sklepienie chóru z powodu słabych przypór i silnych wiatrów, co opóźniło budowę i wymagało wieloletnich napraw zakończonych około 1347 roku. Prace przy katedrze wznowiono w XV wieku pod kierunkiem słynnego architekta Martina Chambiges, który dodał transept i monumentalną wieżę z iglicą, ukończoną w 1569 roku na wysokości 153 metrów, czyniąc ją wówczas najwyższą budowlą świata, wyższą nawet od bazyliki św. Piotra w Rzymie. Ta ambicja miała jednak tragiczne konsekwencje – w 1573 roku wieża runęła, niszcząc część filarów i ostatecznie grzebiąc marzenia o pełnym ukończeniu katedry. W 1605 roku rozpoczęto budowę nawy głównej, ale brak funduszy zmusił do zamknięcia jej prowizoryczną ścianą, pozostawiając świątynię niedokończoną. Mimo to katedra zachwyca jako arcydzieło późnego gotyku: jej sklepienie w ramieniu transeptu osiąga 48,5 metra wysokości, co czyni je najwyższym na świecie, a asymetryczna forma z transeptem i chórem bez nawy nadaje jej unikalny, dramatyczny charakter. W jednej z kaplic znajduje się zegar astronomiczny z 1866 roku, będący cudem inżynierii z prawie 90 tysiącami elementów. Przez wieki katedra św. Piotra przetrwała liczne próby, w tym rewolucję francuską, gdy w 1793 roku została splądrowana i przekształcona w “świątynię rozumu”, oraz bombardowania II wojny światowej, które oszczędziły większość witraży dzięki ich wcześniejszemu zabezpieczeniu. W 1840 roku uzyskała status pomnika historii Francji, a w latach 2000 i 2002 trafiła na listę najbardziej zagrożonych zabytków świata ze względu na niestabilność konstrukcji, wzmocnioną wówczas żelaznymi prętami. Dziś, jako siedziba arcybiskupa Beauvais, katedra przyciąga wielu pielgrzymów i turystów, w tym także nas :)









Dzień 1 - Gerberoy
Miejscowość ta ma niezwykle burzliwą przeszłość militarnej fortecy, która po wiekach zapomnienia odrodziła się jako „wioska tysiąca róż”.
Zimą na przełomie 1078/1079 roku pod murami Gerberoy doszło do słynnej bitwy, w której Wilhelm Zdobywca walczył z własnym, zbuntowanym synem, Robertem Krótkoudym (sprzymierzonym z królem Francji). Wilhelm został w tej bitwie ranny i musiał uznać wyższość syna.
Na początku XX wieku postimpresjonista Henri Le Sidaner (przyjaciel Moneta i Rodina) odkrył uśpioną wioskę. Zachwycony architekturą, osiedlił się tu, założył spektakularne ogrody różane na ruinach zamku i namówił mieszkańców do sadzenia róż. Dziś Gerberoy szczyci się oficjalnym tytułem Les Plus Beaux Villages de France (Jedna z najpiękniejszych wiosek Francji).
Głównym źródłem wiedzy o historii całego miasteczka jest dzieło Histoire du château et de la ville de Gerberoy, napisane i wydane w XVII wieku przez lokalnego kanonika, Jean Pilleta. Katoliccy duchowni przez wieki byli tu strażnikami tożsamości historycznej, a mały ogród przylegający do kolegiaty (dawny cmentarz) do dziś nosi imię tego chanoine'a (kanonika).









Dzień 1 - Lyons-la-Forêt
Miejscowość ta, podobnie jak Gerberoy, szczyci się tytułem Les Plus Beaux Villages de France, a jej urok tkwi w doskonale zachowanej, tradycyjnej architekturze o konstrukcji ryglowej (szachulcowej) z XVII i XVIII wieku.
W 1135 r. w zamku Lyons-la-Forêt zmarł król Anglii i książę Normandii, Henryk I Beauclerc (najmłodszy syn Wilhelma Zdobywcy). Według legendy przyczyną śmierci było przejedzenie się minogami po udanym polowaniu w tutejszych lasach.
Tradycyjna pobożność mieszkańców Lyons-la-Forêt była silnie związana z relikwiami św. Godegranda (biskupa Sées z VIII wieku).
W 1624 roku w Lyons-la-Forêt założono klasztor oo. Minimitów (zakonu o surowej regule pokutnej, założonego przez św. Franciszka z Pauli). Choć sam zakon przestał istnieć podczas Rewolucji Francuskiej, to budynki poklasztorne (Couvent des Minimes) wraz z zachowanymi elementami sakralnymi przez kolejne stulecia kształtowały katolicką tożsamość i architektoniczny krajobraz miasteczka.








Dzień 1 - Bonsecours
Bonsecours – miasteczko malowniczo usytuowame na wzgórzu wznoszącym się bezpośrednio nad Rouen, z zapierającym dech w piersiach widokiem na zakole Sekwany.
W przeciwieństwie do Gerberoy czy Lyons-la-Forêt, Bonsecours nie słynie z tradycyjnej architektury szachulcowej, lecz jest jednym z najważniejszych i najbardziej spektakularnych historycznych miejsc kultu maryjnego w całej północnej Francji.
Pierwotnie osada nosiła nazwę Blosseville. Dopiero w 1959 roku oficjalnie przyjęła nazwę sanktuarium, które całkowicie zdominowało jej tożsamość – Bonsecours (co w wolnym tłumaczeniu oznacza “Dobra Pomoc” lub “Matka Boża Nieustającej Pomocy”).
Tradycja pielgrzymowania w to miejsce sięga około 1030 roku, kiedy to pan na ufortyfikowanym wzgórzu, Seigneur d’Anseaumeville, doznał cudownego uzdrowienia i wzniósł pierwszą kaplicę poświęconą Matce Bożej (Notre-Dame de Blosseville). Miejsce to szybko stało się celem pielgrzymek królów Francji (m.in. Ludwika XI).
Obecna świątynia to absolutne arcydzieło architektury neogotyckiej we Francji, zaprojektowane przez Jacques’a-Eugène’a Barthélémy’ego. Był to pierwszy kościół w całości wzniesiony w stylu neogotyckim na terenie Francji. Papież Pius IX w połowie XIX wieku nadał mu status bazyliki mniejszej i uroczyście ukoronował tutejszą figurę Matki Bożej.








Dzień 1 kończymy obiadem (obiado-kolacją? :P) w La Taverne - Table de caractère - Rouen Bonsecours, którą serdecznie polecam.
Dzień 2
Rouen – historyczna stolicy Normandii, nazywana przez Wiktora Hugo „miastem o stu dzwonnicach” (la ville aux cent clochers).
Założone przez Rzymian jako Rotomagus, miasto zyskało kluczowe znaczenie w 911 roku. To tutaj, na mocy traktatu z Saint-Clair-sur-Epte, wodz Wikingów Rollo przyjął chrzest i założył Księstwo Normandii, czyniąc Rouen jego pierwszą stolicą.
Podczas wojny stuletniej, gdy miasto znajdowało się pod panowaniem angielskim, w Rouen odbył się proces i egzekucja św. Joanny d’Arc. 30 maja 1431 roku 19-letnia Dziewica Orleańska została spalona na stosie na tutejszym rynku (Place du Vieux-Marché).









Kościół św. Joanny d’Arc w Rouen (Église Sainte-Jeanne-d’Arc), wzniesiony w 1979 roku na Place du Vieux-Marché, od dziesięcioleci uchodzi za architektoniczny zgrzyt i jeden z najbardziej kontrowersyjnych obiektów w mieście. Ta na wskroś modernistyczna konstrukcja z betonu i łupka – choć w zamierzeniu architekta Louisa Arretche’a miała nawiązywać kształtem do odwróconej łodzi wikingów lub płomieni stosu – dla wielu mieszkańców i turystów pozostaje po prostu estetyczną katastrofą. Budynek, przez złośliwych nazywany „bunkrem”, „halą rybną” lub „skrzyżowaniem wieloryba z hangarem”, drastycznie odcina się od otaczających rynek zabytkowych, urokliwych kamienic z muru pruskiego. Brutalistyczny, przysadzisty kształt zewnętrzny sprawia wrażenie ciężkiego i chaotycznego, przez co kościół bywa podawany jako sztandarowy przykład posoborowego kryzysu w architekturze sakralnej, w której tradycyjne dążenie ku sacrum i strzelistości zastąpiono surową, nierzadko przytłaczającą funkcjonalnością. Nie sposób się nie zgodzić!
Pod koniec XV i w XVI wieku Rouen przeżywało niebywały rozkwit gospodarczy, stając się drugim po Paryżu najważniejszym miastem Francji. Bogactwo opierało się na handlu rzecznym i morskim, produkcji sukna oraz bliskości stolicy. Z tego okresu pochodzi Gros-Horloge – monumentalny, astronomiczny zegar renesansowy nad jedną z głównych ulic.









Jako siedziba jednej z najstarszych i najbardziej prestiżowych archidiecezji we Francji Rouen było potężną twierdzą tradycyjnego, gallikańskiego i rzymskiego katolicyzmu, z niezwykle bogatym kalendarzem liturgicznym.
Arcybiskup Rouen tradycyjnie nosił (i nosi nadal) tytuł Prymasa Normandii. Przed 1962 rokiem tutejsza kuria metropolitalna dysponowała ogromnymi wpływami, a lokalne tradycje liturgiczne (w tym własny, dawny ryt diecezjalny – Rituel de Rouen, którego elementy przetrwały w lokalnych zwyczajach) były kultywowane z ogromnym dostojeństwem.
Serce archidiecezji i absolutne arcydzieło gotyku (z najwyższą wieżą we Francji – 151 metrów). Przedsoborowa katedra była miejscem sprawowania monumentalnych, łacińskich liturgii pontyfikalnych. W jej kryptach i grobowcach spoczywają serca królów (w tym Ryszarda Lwie Serce) oraz pierwsi książęta Normandii (w tym w/w Rollo), co nadawało nabożeństwom charakter głęboko państwowy i historyczny.
Przed 1962 rokiem ulice Rouen regularnie stawały się trasą wielkich procesji religijnych. Najważniejsze z nich związane były z Kultem św. Romana (Saint Romain) – patrona miasta z VII wieku (słynnego z legendy o pokonaniu smoka Gargouille) – oraz corocznymi obchodami ku czci św. Joanny d’Arc, łączącymi przedsoborową pobożność z francuskim patriotyzmem.









Legenda o św. Romanie (Saint Romain), biskupie Rouen z VII wieku, oraz o potworze zwanym Gargouille (Gargulec) to jeden z najważniejszych mitów założycielskich Normandii. To właśnie ta opowieść ukształtowała unikalny w skali całej Europy katolicki rytuał prawno-liturgiczny, który przetrwał w Rouen przez setki lat.
Według tradycji, w VII wieku bagna otaczające lewy brzeg Sekwany w pobliżu Rouen były nękane przez potwornego smoka (lub gigantycznego węża rzecznego) o imieniu Gargouille. Potwór ten pustoszył okolicę: zatapiał statki na Sekwanie, pożerał ludzi i bydło, a z jego paszczy buchały strumienie wody, które zalewały miasto.
Święty Roman, który został biskupem Rouen około 631 roku, postanowił uwolnić miasto od bestii. Ogłosił, że stawi jej czoła, ale potrzebuje towarzysza. Nikt z przerażonych mieszkańców nie chciał się zgłosić, z wyjątkiem jednego człowieka: skazańca skazanego na śmierć, który nie miał już nic do stracenia.
Biskup i więzień udali się na bagna. Gdy potwór zaatakował, św. Roman nie użył miecza, lecz uczynił znak krzyża. Smok natychmiast stracił całą swoją agresję i stał się potulny jak baranek. Biskup związał szyję potwora swoją stułą i oddał smycz skazańcowi, który uroczyście przyprowadził okiełznaną bestię do centrum Rouen. Tam, na placu przed kościołem, mieszkańcy zabili potwora, a jego ciało spalili (z wyjątkiem głowy i szyi, które były tak twarde od ognia, jakim pluł, że nie chciały spłonąć – stąd w architekturze gotyckiej wziął się termin gargulec na określenie ozdobnych rzygaczy odprowadzających wodę z dachów kościołów).
Dla upamiętnienia tego wydarzenia, król Dagobert I (lub według innych kronik jego następcy) nadał archidiecezji w Rouen niezwykły, coroczny przywilej, znany jako Privilège de Saint-Romain. Było to jedno z najbardziej spektakularnych połączeń religii, prawa i tradycji ludowej w przedrewolucyjnej Francji.
Ułaskawienie skazańca: W każde święto Wniebowstąpienia Pańskiego, kapituła kanoników katedry w Rouen miała prawo wybrać jednego więźnia skazanego na śmierć (niezależnie od jego winy, wykluczając jedynie zdradę stanu i czary) i całkowicie go ułaskawić, w zamian za to, że jego historyczny pierwowzór pomógł uratować miasto.
Ceremonia podnoszenia relikwiarza (Levée de la Fierte): Rytuał ten miał niezwykle uroczystą oprawę liturgiczną. Procesja z udziałem tysięcy wiernych, arcybiskupa i najwyższych urzędników udawała się do specjalnego, renesansowego pawilonu (Monument de la Fierte Saint-Romain), który do dziś stoi w Rouen. Tam uwolniony więzień musiał trzykrotnie podnieść ciężki, złocony relikwiarz zawierający szczątki św. Romana (la Fierte), co symbolizowało jego oczyszczenie z win i powrót do społeczeństwa. Następnie, w koronie z liści laurowych na głowie, szedł na czele procesji do katedry na uroczystą, łacińską sumę.
Przywilej św. Romana był tak potężny, że przetrwał reformację, wojny religijne i opór królewskich sędziów. Został zlikwidowany dopiero przez Rewolucję Francuską w 1790 roku.


























W przeciwieństwie do powojennego modernizmu, kościół św. Maklego (Église Saint-Maclou) to absolutne arcydzieło gotyku płomienistego (gothique flamboyant), zachwycające niemal organicznym, architektonicznym pięknem. Wzniesiona w XV i XVI wieku świątynia urzeka unikalną, wypukłą fasadą z pięcioma misternie rzeźbionymi portalami, które przypominają kamienną koronkę zastygłą w ruchu. Kościół, otoczony przez malownicze, tętniące życiem uliczki, stanowi serce jednej z najlepiej zachowanych historycznych dzielnic Rouen. Wokół niego wznoszą się urokliwe, lekko pochylone wiekiem kamienice z muru pruskiego (maisons à pans de bois), których ciemne drewniane ryglowania wspaniale kontrastują z jasnym, subtelnie patynowanym kamieniem świątyni. Kulminacją tego architektonicznego mikrokosmosu jest pobliski Aître Saint-Maclou – dawny, XV-wieczny dziedziniec grzebalny otoczony galeriami, na których zachowały się fascynujące, choć makabryczne, rzeźbienia przedstawiające taniec śmierci (danse macabre) oraz symbole śmiertelności. Cała ta okolica tworzy niezwykle spójną, niemal bajkową scenerię, która pozwala w pełni poczuć autentyczną atmosferę dawnego, średniowiecznego Rouen.


















Le Bec-Hellouin
Miejscowość ta, oficjalnie zaliczana do Les Plus Beaux Villages de France, słynie z przepięknych, ukwieconych domów o konstrukcji ryglowej oraz z tego, że od niemal tysiąca lat jest jednym z najważniejszych intelektualnych i duchowych serc chrześcijaństwa w Europie.
Początki wioski są nierozerwalnie związane z postacią błogosławionego Helluina (Herluina), rycerza z dworu hrabiów Brionne, który porzucił militarne rzemiosło, przyjął sakrament święceń i wraz z towarzyszami założył opactwo benedyktyńskie w dolinie potoku Bec (od którego pochodzi nazwa miejscowości).








W XI wieku opactwo stało się jednym z najważniejszych ośrodków naukowych na kontynencie. Wszystko za sprawą dwóch wybitnych teologów i uczonych: Lanfranca z Pawii oraz jego ucznia, św. Anzelma z Canterbury (późniejszego doktora Kościoła). Obaj zakonnicy z Le Bec-Hellouin zostali kolejno arcybiskupami Canterbury i odegrali kluczową rolę w historii Anglii po podboju normańskim.
Dzisiejsze Le Bec-Hellouin to oaza spokoju, która zachwyca perfekcyjnie utrzymaną architekturą z XVII i XVIII wieku. Charakterystyczne, wielobarwne domy z muru pruskiego, otoczone bujną zielenią i tradycyjnymi normandzkimi sadami jabłkowymi, przyciągają miłośników historii i niespiesznego odpoczynku.





Abbaye Saint-Wandrille
W przeciwieństwie do Le Bec-Hellouin, gdzie wokół klasztoru wyrosła zwarta, turystyczna wioska, Saint-Wandrille to monumentalny kompleks monastyczny, w którym surowa, średniowieczna historia i żywa tradycja zakonna dominują nad całą okolicą.
Opactwo zostało założone w VII wieku przez św. Wandrille’a (Wandregizela), wysokiego urzędnika z dworu króla Dagoberta I, który porzucił życie świeckie dla monastycyzmu. Pierwotnie klasztor nosił nazwę Fontenelle od przepływającego tu strumienia i szybko stał się jednym z najważniejszych opactw epoki Merowingów i Karolingów.
Klasztor wielokrotnie cierpiał z powodu wojen – w tym wojny stuletniej oraz wojen religijnych (w 1562 r. został splądrowany przez hugenotów). W XVII wieku opactwo przeszło w ręce kongregacji św. Maura, co przyniosło wielką przebudowę w stylu klasycystycznym. Podobnie jak inne klasztory, zostało zamknięte podczas Rewolucji Francuskiej i sprzedane jako dobro narodowe, służąc częściowo jako kamieniołom (wtedy rozebrano monumentalny, gotycki kościół opacki).
W 1894 roku życie monastyczne zostało tu przywrócone przez mnichów z legendarnego opactwa Solesmes (strażników tradycji gregoriańskiej). Po okresie wygnania spowodowanego antyklerykalnym prawem (zakonnicy musieli uciekać do Belgii), mnisi powrócili na stałe w 1931 roku. Od tego momentu aż do reform soborowych Saint-Wandrille było potężnym ośrodkiem, w którym celebrowano tradycyjną, uroczystą liturgię trydencką z najwyższą dbałością o detale.
Jeden z najbardziej niezwykłych zabytków katolickiej Normandii, stojący na wzgórzu nad opactwem. Pochodzi z końca X wieku i jest jedną z najstarszych zachowanych kaplic w całej Francji. Przed 1962 rokiem to surowe, wczesnoromańskie miejsce było celem lokalnych procesji i symbolem nienaruszonej, chrześcijańskiej ciągłości od czasów karolińskich.
Ponieważ wielki średniowieczny kościół opacki leżał w ruinie, w połowie lat 50. XX wieku mnisi dokonali niesamowitego przedsięwzięcia. Kupili XVII-wieczną, drewnianą stodołę z miejscowości Canteloup, rozebrali ją belka po belce i przenieśli do Saint-Wandrille, adaptując ją na nowy kościół opacki. Przed 1962 rokiem to właśnie to surowe, modrzewiowe wnętrze gościło setki wiernych zjeżdżających na przedsoborowe oficja łacińskie.









Abbaye de Jumièges
Opactwo zostało założone w VII wieku przez św. Filiberta, dworzanina króla Dagoberta I, zaledwie kilka lat po sąsiednim Saint-Wandrille. Klasztor błyskawicznie się rozwijał – w okresie swojego pierwszego rozkwitu zamieszkiwało go blisko tysiąc mnichów i rzemieślników.
W 841 roku opactwo zostało doszczętnie spalone i zrównane z ziemią przez Wikingów. Mnisi musieli uciekać, zabierając ze sobą najcenniejsze relikwie. Prawdziwe odrodzenie nastąpiło w XI wieku pod rządami Wilhelma Zdobywcy. W 1067 roku, zaledwie rok po bitwie pod Hastings, uroczyście konsekrowano monumentalny kościół opacki Notre-Dame w obecności samego króla Anglii.
Kres potęgi prziosła Rewolucja Francuska. Ostatni mnisi zostali wygnani, a bezcenną bibliotekę częściowo spalono lub wywieziono do Rouen. W 1795 roku kompleks kupił rzeźnik Jean-Baptiste Lefort, który urządził tu kamieniołom i za pomocą ładunków wybuchowych wysadził chór oraz unikalną latarnię wieżową. Przed ostateczną rozbiórką uratowała klasztor w 1853 roku rodzina Caumont, która zabezpieczyła romantyczne ruiny.
W przeciwieństwie do Le Bec-Hellouin czy Saint-Wandrille, do Jumièges w XX wieku nie powróciło stałe życie monastyczne. Przed reformami soborowymi w diecezji Rouen bardzo silny był kult dawnych świętych związanych z Jumièges – św. Filiberta oraz św. Aycadre’a. Tradycyjna pobożność normandzka otaczała też czcią tzw. Les Énervés de Jumièges (legendarnych synów króla Chlodwiga II, którzy za bunt zostali ukarani podcięciem ścięgien i puszczeni wolno na tratwie po Sekwanie, a uratowali ich mnisi z Jumièges). Ich grobowiec w tutejszych ruinach był punktem obowiązkowym dla katolickich pielgrzymów szukających korzeni chrześcijańskiej Francji.


















Dzień 2 kończymy docierając do Amiens… Do usłyszenia w następnej relacji.







