Północna Francja 2025 - Pierrefond, Saint-Jean-aux-Boi, Château de Chantilly.
Laudetur Iesus Christus!
Z Reims ruszamy w kierunku ostatniego noclegu przed powrotem do domu i pomimo tego, że tym razem nie mamy więcej katedr na naszym szlaku, nie oznacza to jednak braku atrakcji historycznych.
Pierwszym przystankiem jest
Pierrefond
Jeśli Reims jest uosobieniem autentycznego, nawarstwiającego się przez wieki średniowiecza, to Zamek w Pierrefonds (Château de Pierrefonds) to absolutna odwrotność – genialna, XIX-wieczna fantazja na temat tego, jak to średniowiecze powinno wyglądać.
U schyłku XIV wieku, w 1396 roku, Ludwik Orleański – brat szalonego króla Karola VI i jeden z najpotężniejszych ludzi w Europie – postanowił wznieść warownię, która przyćmi wszystko, co do tej pory zbudowano. Pierrefonds miało być nie tylko bezpiecznym schronieniem podczas wojny stuletniej, ale przede wszystkim architektonicznym pokazem bezwzględnej władzy i bogactwa.
Ludwik zatrudnił najlepszych mistrzów kamieniarskich, którzy stworzyli zamek ultranowoczesny jak na tamte czasy. Zamiast tradycyjnego, centralnego donżonu (wieży obronnej), zintegrował on system obronny bezpośrednio z potężnymi murami zewnętrznymi i ośmioma gigantycznymi wieżami flankującymi. Każda z tych wież została nazwana imieniem legendarnego bohatera z historii lub mitologii (m.in. Artur, Aleksander, Cezar, Karol Wielki czy Juda Machabeusz), co miało pokazywać, w jakim towarzystwie widzi siebie sam książę. Ludwik nie nacieszył się jednak swoim zamkiem – w 1407 roku został brutalnie zamordowany na ulicach Paryża na zlecenie swojego politycznego rywala, Jana bez Trwogi.
Przez kolejne dwa stulecia zamek pozostawał w rękach rodu Orleanów. Na początku XVII wieku, w czasach regencji Marii Medycejskiej, Pierrefonds stało się bazą wypadową dla zbuntowanej arystokracji sprzeciwiającej się młodemu królowi Ludwikowi XIII.
W 1617 roku cierpliwość króla i jego potężnego ministra, kardynała Richelieu, ostatecznie się wyczerpała. Wojska królewskie obległy zamek, używając nowoczesnej artylerii, i zmusiły buntowników do kapitulacji. Ludwik XIII wydał wówczas dekret o całkowitym wyburzeniu warowni, by nigdy więcej nie posłużyła za schronienie rebeliantom. Zadanie to okazało się jednak logistycznym koszmarem – mury Pierrefonds były tak potężne i grube, że XVII-wieczne ładunki wybuchowe zdołały jedynie skruszyć dachy, zawalić stropy i wysadzić fragmenty wielkich wież. Zamek zamienił się w gigantyczną, romantyczną ruinę, która przez ponad dwieście lat zarastała lasem, stając się celem wypraw dziewiętnastowiecznych malarzy i poetów.
Wszystko zmieniło się w połowie XIX wieku za sprawą cesarza Napoleona III. Zachwycony malowniczością ruin, postanowił w 1857 roku zatrudnić najsłynniejszego, a zarazem najbardziej kontrowersyjnego architekta epoki – Eugène’a Viollet-le-Duca. Początkowo plan zakładał jedynie zabezpieczenie ruin i odrestaurowanie mieszkalnego donżonu na letnią rezydencję cesarską. Jednak Viollet-le-Duc, zakochany w architekturze obronnej, przekonał Napoleona, by pójść o krok dalej i... odbudować cały zamek.
Architekt nie zamierzał jednak wiernie kopiować dokumentów historycznych. Jego dewiza brzmiała: „Restaurować budowlę to przywrócić ją do stanu kompletności, który mógł nigdy nie istnieć w danym momencie”. Stworzył więc ideał średniowiecznego zamku rycerskiego – architektoniczną fantazję, w której połączył autentyczne, XIV-wieczne ocalałe fundamenty z XIX-wieczną wyobraźnią, luksusem i nowoczesną inżynierią (w tym ukrytymi, metalowymi konstrukcjami wzmacniającymi stropy).









Saint-Jean-aux-Boi
Ukryta w samym sercu dziewiczego lasu Compiègne, zaledwie kilka kilometrów od monumentalnego Pierrefonds, wioska Saint-Jean-aux-Bois to miejsce, w którym czas zatrzymał się w XIII wieku. Podczas gdy sąsiedni zamek cesarski oszałamia XIX-wiecznym blichtrem i rekonstrukcją, Saint-Jean-aux-Bois oferuje absolutną, surową autentyczność. Sercem osady jest dawny kościół opactwa benedyktynek (Église Abbatiale), stanowiący jeden z najwspanialszych i najlepiej zachowanych przykładów czystego, wczesnego gotyku w regionie Hauts-de-France.
Historia tego miejsca zaczyna się w 1152 roku, kiedy to król Ludwik VII Młodszy wraz ze swoją żoną, słynną Eleonorą Akwitańską, ufundował w środku nieprzebytej wówczas puszczy opactwo dla mniszek reguły świętego Benedykta. Pierwotnie zgromadzenie znajdowało się w pobliskim Cuise, jednak zakonnice szukały głębszej izolacji od świata, idealnie wpisującej się w monastyczną zasadę ora et labora.
Obecny kościół opactwa wzniesiono w latach 1220–1230. Budowla ta zachwyca surowością formy: powstała na planie krzyża łacińskiego, bez naw bocznych i bez zbędnych zdobień rzeźbiarskich, co miało ułatwiać benedyktynkom skupienie wyłącznie na modlitwie. Przez stulecia mniszki żyły tu w rytmie śpiewu chorału gregoriańskiego, odcięte od niepokojów politycznych Francji potężną, naturalną barierą lasu.
Wchodząc do wioski, mija się monumentalną, XVI-wieczną bramę wjazdową z dwiema potężnymi, okrągłymi wieżami obronnymi, wyposażonymi w otwory strzelnicze oraz ślady po dawnym moście zwodzonym. To pamiątka po czasach, gdy bezbronne mniszki musiały realnie bronić się przed bandami maruderów i żołnierzy grasujących w lasach podczas wojen religijnych.









Podczas gdy Saint-Jean-aux-Bois zachwyca skromnością i surowym leśnym odosobnieniem, Château de Chantilly reprezentuje absolutne przeciwieństwo – to potęga, splendor, jedna z najbardziej olśniewających rezydencji magnackich we Francji i bezcenna skarbnica narodowej kultury. Położony na skale pośród monumentalnych stawów i ogrodów zaprojektowanych przez André Le Nôtre’a, zamek ten nie był własnością królów, lecz potężnych rodów Montmorency oraz Burbonów-Condé.
Historia Chantilly sięga średniowiecznej fortecy, ale jego złoty wiek ukształtował Wielki Kondeusz (Louis de Bourbon-Condé) w XVII wieku oraz jego potomkowie. Zamek ucierpiał dramatycznie podczas rewolucji francuskiej – główny budynek (Grand Château) został niemal całkowicie zrównany z ziemią.
To, co podziwiamy dzisiaj, to genialny, XIX-wieczny efekt pasji jednego człowieka: Henryka Orleańskiego, księcia d’Aumale (syna ostatniego króla Francji, Ludwika Filipa I). Książę, będący wybitnym żołnierzem i prawdopodobnie największym kolekcjonerem swoich czasów, odbudował zamek z ruin, aby pomieścić w nim swoje gigantyczne zbiory dzieł sztuki, manuskryptów i pamiątek historycznych. Umierając w 1897 roku, zapisał cały majątek Instytutowi Francuskiemu pod jednym, nienaruszalnym warunkiem: Musée Condé nigdy nie może zmienić układu ekspozycji, a żadne dzieło sztuki nie może opuścić murów Chantilly (dlatego tutejszych arcydzieł nigdy nie zobaczysz na wystawach czasowych w innych muzeach).
Château de Chantilly








Serce duchowe zamku bije w Chapelle Saint-Louis, wzniesionej pod koniec XIX wieku przez architekta Honoré Daumeta na fundamentach dawnej kaplicy klasycznej. Przed zmianami liturgicznymi lat 60. XX wieku, kaplica ta funkcjonowała jako prywatne i uroczyste sanktuarium rodowe, przesiąknięte tradycyjnym duchem francuskiej monarchii i rytu rzymskiego.









Choć sama kaplica jest XIX-wieczna, jej ołtarz główny to autentyczne arcydzieło rzeźbiarza Jeana Goujona z XVI wieku, przeniesione z zamku w Écouen. Konstrukcja ta wymuszała celebrację ad orientem, skupioną wokół bogatego, złotego tabernakulum.

















W zamkowej bibliotece (Cabinet des Libres), pośród ponad 60 tysięcy bezcennych woluminów, spoczywa absolutny święty Graal iluminacji średniowiecznej.
Mowa o Les Très Riches Heures du duc de Berry (Bardzo bogate godzinki księcia de Berry) – bogato zdobionym modlitewniku, zamówionym na początku XV wieku u braci Limburg. Tekst zawiera tradycyjne modlitwy na poszczególne godziny dnia (Oficjum o Najświętszej Maryi Pannie, psalmy pokutne, litanie), jednak to jego miniatury – zwłaszcza słynny kalendarz pokazujący życie średniowiecznych chłopów i arystokracji na tle zamków – zapierają dech w piersiach. Modlitewnik ten jest najwspanialszym na świecie pomnikiem XV-wiecznej katolickiej pobożności prywatnej.








Po Luwrze, Chantilly posiada największą i najwspanialszą kolekcję obrazów klasycznych we Francji. Można tu podziwiać dzieła Rafaela (w tym Trzy Gracje), Botticellego, Poussina, Watteau czy Delacroix.


















Zamek na wodzie nie byłby kompletny bez opowieści z zaświatów. Najbardziej znaną legendą związaną z posiadłością jest postać Luzerny (Białej Damy). Podobno jest to duch młodej kobiety z rodu Montmorency, która została niesprawiedliwie oskarżona i uwięziona w jednej z najstarszych wież zamkowych. Legendy głoszą, że jej blada zjawa pojawia się na tarasach zamku i nad brzegami fosy tuż przed śmiercią kolejnego właściciela Chantilly lub przed nadchodzącym kataklizmem wojennym dla Francji. Świadkowie w XIX wieku twierdzili, że widzieli jej sylwetkę unoszącą się nad wodą w mgliste, jesienne poranki, jakby wciąż szukała sprawiedliwości.









W zamkowym skarbcu (Cabinet des Gemmes) przechowywany jest jeden z najsłynniejszych klejnotów we francuskiej historii – Grand Condé, nieskazitelnie czysty, różowy diament o wadze ponad 9 karatów. Kamień ten, podarowany Wielkiemu Kondeuszowi przez samego króla Ludwika XIV w nagrodę za zasługi wojenne, stał się centrum wielkiego skandalu w 1926 roku.
Dwaj zamaskowani złodzieje włamali się do zamku w nocy i skradli cenny klejnot wraz z kilkoma innymi rodzinnymi pamiątkami. Ponieważ – zgodnie z testamentem księcia d’Aumale – diament nie mógł opuścić Chantilly, sprawa postawiła na nogi całą francuską policję. Klątwa złodziei trwała krótko: zaledwie kilka dni po włamaniu, skradziony różowy diament został odnaleziony przez detektywów schowany... w rozciętym jabłku, porzuconym w jednym z paryskich hoteli. Kamień wrócił na swoje miejsce w nocy i do dziś pilnie strzeże go nowoczesny system zabezpieczeń.







Na tym kończymy nasz voyage po północnej Francji w 2025r. Do usłyszenia w kolejnych relacjach! :)




